sobota, 18 sierpnia 2012

3. Miła Niespodzianka.


-W tym to mnie by chyba na Marsie przyjęli, co? –parsknął Matt, gapiąc się w swoje odbicie w lustrze. Miał na sobie kombinezon w zielonym, neonowym kolorze, a na głowie czarny kowbojski kapelusz. Chodząc w kółko i wymachując rękami udawał, że śpiewa.
Siedzieliśmy w piątkę w przebieralni w Centrum Handlowym. Poszukiwaliśmy kreacji dla Dominica, Matta i Chrisa na rozdanie nagród NME. Impreza miała odbyć się już niedługo, co nas bardzo cieszyło, ale zarazem trzymało w napięciu. Tom siedział obok mnie, trzymając w ręku aparat i co chwilę uwieczniał każdy ruch Matta. Oczywiście mieliśmy dobrą zabawę, Dominic ubrał różowy garnitur, a Chris bluzkę w serek i spodnie z motywem hawajskim. Wyglądali bardzo zabawnie, więc nie mogłam zdusić śmiechu, zwłaszcza gdy Matt robił dziwne miny.
-Dawajcie, teraz wszyscy razem stańcie obok siebie. – powiedział Tom, popychając mnie z miejsca, abym stanęła obok reszty. Mnie niestety też przbrali. Miałam na sobie granatową sukienkę w różowe groszki, a na głowie opaskę z uszami Myszki Miki, które Tom kupił w sklepie dziecięcym zanim tu dotarliśmy.
-Oczywiście ładnie się uśmiechamy – Dominic objął mnie w pasie i ukazał swoje zęby. Speszona jego dotykiem, spojrzałam w obiektyw. Lekko oślepiona błyskiem flesza, zdjęłam opaskę z głowy i wróciłam na miejsce obok Toma.
-Dobra, zdejmuję ten strój, zajmijmy się wreszcie sprawą na poważnie – powiedział Chris, kierując się do swojej przebieralni. – Wam też radzę to zrobić.
Wstałam i poszłam do damskiej części sklepu. Gdy zdjęłam sukienkę, odwiesiłam ją na wieszak. Wróciwszy do reszty, oddałam Tomowi uszy.
-Amy! - zawołał Chris – Musisz coś zobaczyć.
Chris razem z Mattem i Domem stał przy damskich ubraniach z nowej kolekcji. Zauważyłam, że w ręku trzymał jakiś materiał. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to sukienka.
-Chris znalazł coś dla ciebie – oznajmił Dominic – Zobaczysz, będzie idealnie pasować.
-Ale mieliście się sobą zająć, a poza tym – odkręciłam głowę do tyłu, aby spojrzeć na Toma wpatrzonego w ekran aparatu.  – nie idę na rozdanie nagród. Nie jestem zaproszona.
Poza tym nie lubię sukienek.
Dobrze jednak wiedziałam, że i tak nie mam szans. Matt wziął sukienkę i biorąc mnie za ramię, pociągnął do przymierzalni. Powiesił kreację na wieszaku i wyszedł, abym mogła ją ubrać. Stanął tuż za drzwiczkami.
-Nie zwracaj uwagi na to, co Tom o tobie mówi – odparł. -  Wydaje mu się, że pomaga Dominicowi.
-Spoko. – odpowiedziałam ponuro.
Nie miałam chęci o tym rozmawiać, a z resztą, co mógł Matt o tym wiedzieć? Raczej nic, choć to on chyba z przyjaciół Doma najbardziej mnie akceptował, może nawet lubił.  Zdjąwszy z wieszaka sukienkę, założyłam ją na siebie. Mimo, że byłam bardziej miłośniczką spodni i t-shirtów, ta przypadła mi do gustu. Czarna do kolan,  z dołem bombką, na główny materiał miała naszytą koronkę. Z tyłu do połowy pleców była zapinana na suwak błyskawiczny, ale następna połowa była wiązana wstążką, odkrywała łopatki. Gdy skończyłam wiązać, nie patrząc w lustro, wyszłam z przymierzalni. Tam czekali już na mnie. Oczywiście, tak jak się spodziewałam, zaczęli wzdychać z zachwytu.
-Wiedziałem, że będziesz wyglądać pięknie. – Dominic podszedł do mnie i obróciwszy mnie, dotknął palcami kokardkę, którą właśnie zawiązałam. Stałam tak wpatrzona w ścianę, próbując całkowicie nie myśleć o cieple na moich plecach.
Nagle z oddali usłyszałam, jak ktoś go woła.
-Kochanie, tu jesteś. – odparła kobieta, która podeszła do Doma. Wszyscy patrzyli na nią ze zdziwieniem. – Super ta galeria, ale trochę za duża, połapać się nie mogłam. – pocałowała Dominica policzek. – Cześć Tom.
Kobieta ubrana była w prostą kremową sukienkę sięgającą ponad kolana. W ręku trzymała złotą torebkę. Była niska, mimo szpilek na bardzo wysokim obcasie.  Miała całkiem dużo makijażu na twarzy, przez co na policzku Doma odznaczyła swoje usta.
-Ach, to jest Bonnie – Howard wskazał na kobietę, która chichocząc pomachała do nas. – Bonnie, to są wszyscy.
Nie tak sobie ją wyobrażałam. Z resztą czego innego mogłam się spodziewać po dziewczynie na jedną noc, która niestety została na dłużej. Bonnie odeszła od nas i poszła przeglądać sukienki, jakby całkowicie nie interesowało jej nasze towarzystwo. Wróciłam do przebieralni, aby przebrać się w moje ubrania. Oddałam sukienkę Mattowi, który poszedł za nią zapłacić. Na początku nie zgodziłam się na jej kupno, ale niestety uparli się, więc musiałam odstąpić, bo nie dali by mi spokoju. Dopiero po chwili ujrzałam nieprawidłowość.
Czemu to Matt kupuje mi sukienkę? Czy to nie Dominic powinien za nią zapłacić? 
Jednak on był zajęty swoją dziewczyną, trzymał w ręku już kilka krótkich sukienek, które wybrała sobie jego luba.
Czyli ona jest najważniejsza? 
Widocznie Mattew też doszedł do tego wniosku.
Kiedy wróciliśmy do domu, pobiegłam do pokoju, aby powiesić sukienkę na wieszaku. Nie mogłam pozwolić, aby się pogniotła, kosztowała trochę i musiałam docenić hojność Bellamy’ego.
Wszyscy razem siedzieliśmy w salonie do późnego wieczora. Tom pożyczył laptopa Dominica i podłączając do niego swój aparat, pokazał nam zdjęcia, jakie zdołał zrobić przez ostatnie cztery dni. Zauważyłam że każde było na swój sposób dobre. O dziwo nie było żadnych ruszonych czy ciemnych zdjęć, ale możliwe, że każde nieudane od razu usuwał. Zostałam poczęstowana świeżo zrobionym, przez żonę Chrisa, ciastem kokosowym i mrożonym sokiem pomarańczowym. Oczywiście reszta towarzystwa piła alkohol. Siedziałam tuż obok Matta i gdy tylko on zaczynał się śmiać, sama nie mogłam się powstrzymać. Na drugiej kanapie siedział Dominic z wtuloną w niego Bonnie. Jako jedynej nie bawiły zabawne ujęcia, była zajęta przeglądaniem czegoś w telefonie swojego chłopaka. Patrzyłam się na nią kątem oka. Nie mogłam zrozumieć, jak ktoś taki mógł stać się kimś ważnym dla Doma.
-Patrz kochanie – odezwała się nagle – O takim naszyjniku myślałam. Piękny, złoto, bardzo cenne.
Zauważyłam, jak Matt pokręcił głową. On chyba też wiedział o co jej chodzi. Najpierw się w niej zauroczył, a teraz będzie w stanie kupić jej to, co będzie chciała.
-Złoto i pieniądze to nie wszystko – powiedziałam, wstając z miejsca i odeszłam od wszystkich.
Nie usłyszałam odpowiedzi, może i dobrze, bo bym raczej się wróciła i wygarnęła jej to, co myślę. Nie zrobiłam jednak tego, wiedziałam, że ona była ważna dla mojego przyjaciela, tak jak on był ważny dla mnie.
***
Obudziłam się rano, było duszno. Gdy się ubrałam i umyłam, zeszłam na dół do kuchni, aby poprosić Doma o śniadanie. Nagle przystałam w rogu jadalni, zadziwiona i zniesmaczona widokiem, jaki zastałam. Mój współlokator siedział ze swoją dziewczyną przy stole i popijają wino jedli śniadanie. Nie byłam zachwycona tym, co zauważyłam. Bonnie miała na sobie koronkową piżamę, że się nie wstydziła chodzić w czymś takim po domu. Widocznie wczoraj na tyle się upiła, że została na noc i na tyle mocno spałam, że nic nie słyszałam w nocy. Od razu wymazałam sobie sprzed oczu pewne sceny.
-Amy, zrób sobie śniadanie. – odezwał się do mnie Dominic, gdy zauważył mnie stojącą na skraju pokoju. – Wychodzę z Bonnie do centrum, muszę również jej znaleźć kreację na imprezę NME. Nie zostawiam cię samej, Matt przyjedzie do ciebie za jakieś pół godziny i zabierze cię dokądś.
Nie byłam za bardzo zachwycona tą wiadomością, więc żeby nie ukazywać mu swojego zdenerwowania, poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie tosty, nalałam resztkę mrożonego soku pomarańczowego. Usiadłam na barku i zjadłam śniadanie w spokoju. Oczywiście gdy skończyłam, usłyszałam słowa Dominica „Już wychodzimy, będę wieczorem” i zamykanie drzwi na klucz. Po jakiś dwudziestu minutach samotności, usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jednak zajął się tą pindzią, co? – zapytał Matt na powitanie. – To co dziś robimy? Musisz się odprężyć, przechodzisz wiele trudnych chwil.
Nie zrozumiałam przesłania jego wypowiedzi. Byłam jeszcze w piżamie, więc zostawiając go na dole oglądającego telewizję, pobiegłam na górę, aby się przebrać. Gdy już ubrana, miałam wyjść z pokoju, usłyszałam dźwięk wiadomości.
„Cześć Amy, tęskniłem za tobą. Jak tam po przeprowadzce, jak się czujesz? Jestem w okolicy, może się dziś spotkamy? W następnym tygodniu niestety wracam do Francji, więc mamy mało czasu. Wpadliśmy z mamą odwiedzić babcię w Teingmouth, więc przy okazji pomyślałem też o tobie. Odezwij się.”
Westchnęłam do telefonu. Tak dawno nie widziałam Jamesa, ostatnio przed jego wyjazdem do Paryża. Pojechał tam ze względu na pracę mamy, z którą mieszkał. Nie utrzymywał kontaktów ze swoim tatą. Nie wiedziałam co teraz zrobić, mój przyjaciel był w mieście, a ja byłam umówiona z Mattem, że gdzieś się razem wybierzemy. Musiałam mu opowiedzieć o wszystkim.
Znalazłam go oglądającego animal planet. Usiadłam obok niego i spojrzałam na koale, które właśnie pokazywali.
-Matt, chyba pozmieniały się plany.
Oderwał wzrok od ekranu.
-Słucham, co się stało?
-Hmm – nie wiedziałam od czego zacząć. – Widzisz, mój przyjaciel przyjechał dziś do Tengmouth i właśnie dostałam od niego Smsa, że chciałby się spotkać. Niestety zostanie tylko do końca tygodnia, potem znów wraca do Francji.
Matthew pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Okej, czyli razem z twoim przyjacielem jedziemy do restauracji, tak? – podzielił się ze mną swoim pomysłem. O dziwo był to całkiem dobry pomysł.
Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam odpowiedni numer.
-Halo? – usłyszałam głos Jamesa w słuchawce.
-Hej James, dostałam twojego Smsa i tak, mam chęć się dziś spotkać – odpowiedziałam mu na jeszcze nie zadane pytanie. – Tylko mamy mały problem.
-No słucham cię.
Podrapałam się po policzku, myśląc, jak mu to wszystko powiedzieć.
-Więc, Dominic dziś wyszedł na cały dzień i Matt przyjechał, aby się mną zająć – zaczęłam. – No więc czy może miałbyś chęć pojechać gdzieś z nami?
Miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Matt Bellamy? – usłyszałam zdziwienie w jego głosie. – No nie wiem, czy mogę wam przeszkadzać. – westchnął. – Okej, ale podjedziesz do mnie do babci?
-Jasne, pamiętam gdzie to jest. Będziemy za piętnaście minut, do zobaczenia.
-No pa – po tych słowach odłączył się.
Wsiedliśmy do samochodu i przejechaliśmy na drugą stronę miasteczka. Nie daleko od samego centrum stał dom babci Jamesa.
-To tutaj – powiedziałam, gdy przejeżdżaliśmy obok błękitnego domu.
Wyszłam z samochodu i podeszłam do małej furteczki. Drzwi domku się otworzyły i wyjrzała pani Elvis. Wyglądała tak samo, jak wyglądała przed rokiem. Jej rude włosy były spięte w kok, a jej usta lśniły czerwienią od szminki. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się uprzejmie i wyszła na dwór.
- Amy, jak miło cię widzieć. – powiedziała do mnie mama Jamesa ciepłym głosem. – Musisz chwilkę poczekać na Jamesa, musi skończyć jeść zupę.
- Dobrze, poczekam – uśmiechnęłam się do niej.
Podeszła i otworzyła mi małym kluczykiem furtkę.
-Nic się nie zmieniłaś, jedynie urosły ci włosy – zauważyła i spojrzała na samochód. – Jak się spisuje Dominic?
Miałam nadzieję, że nie zapyta o to.
A no super się sprawuje, łazi ze swoją panienką po sklepach i kupuje jej wszystko, czego zechce. Jest taki wspaniały, zawsze o mnie pamięta i nie widzi tego, co ja czuję.
- Jest w porządku – odparłam. – Dziś akurat spędzam czas z Mattem Bellamy’m.
Pani Elvis bardzo lubiła Muse, a najbardziej Matta. Odkręciłam się do samochodu i kiwnęłam do niego głową. Wyszedł i uśmiechnął się.
-Witam, miło mi panią poznać, pani Elvis. – odezwał się miło ściskając jej dłoń.
Gdy James wyszedł, przytuli mnie mocno. On też się prawie nie zmienił. Nadal miał krótkie rude włosy i ciemne oczy. Na policzkach widniały mu piegi i uśmiechał się wystawiając swoje idealnie równe i białe zęby.
Pojechaliśmy w trójkę do restauracji na skraju miasta. W środku było bardzo czysto, może nie tak jak w domu Dominica. Zajęliśmy miejsce przy jednym ze stolików i wybraliśmy dania. Wzięłam spaghetti i sok pomarańczowy. Gdy kelner do nas podszedł złożyliśmy zamówienie i spokojnie czekaliśmy.
-Jak ci się mieszka w nowym domu? – zapytał mnie James. Dziwnie się czułam z nim w towarzystwie Matta, nie mogłam być do końca szczera, mimo że tak wiele chciałam mu powiedzieć.
-Em.. Jest okej. Znaczy przeszkadzają mi niektóre rzeczy, ale poza tym jest bardzo miło. – odparłam.
-Zwłaszcza Bonnie – dodał Matt. Spojrzałam na niego pytająco, musiał to powiedzieć?
-Kto to Bonnie? – zapytał mój przyjaciel z ciekawością. Poległam.
-To jest dziewczyna Dominica – odpowiedziałam z niechęcią w głosie. – Jest…
-…okropna, wykorzystuje go i sprawia, że Dom całkowicie zapomina o Amy. – dokończył Matt.
Zobaczyłam troskę w oczach Jamesa. On wiedział co czuję do Dominica, wiele razy o tym rozmawialiśmy. Wiedziałam, że nie zostawi mnie z tym samej.
-Przykro mi Amy, wiem, jak musi cię to boleć. – odparł mój przyjaciel. – Słuchaj, co powiesz na to, że bym po jutrze do ciebie wpadł? Wiesz, pogadamy o tym i o innym. Co ty na to?
-Jasne, to dobry pomysł.
Kelner przyniósł nam jedzenie, zjedliśmy ze smakiem. Było naprawdę dobre, ale i tak wolałam kuchnię Dominica. Gdy Matt zapłacił, wyszliśmy i pojechaliśmy do jego domu. Miał xboxa i zaproponował nam grę. Siedzieliśmy tak do samego wieczora, wiedziałam, że to był miło spędzony dzień, bałam się jedynie powroty Doma do domu.

czwartek, 16 sierpnia 2012

2. Czułość.


Szłam plażą, sama. Było ciemno dookoła, jedynie księżyc rzucał poświatę na wodę. Przed sobą zobaczyłam Dominica, szedł równie powolnym krokiem. Miał na sobie białą koszulę z zawiniętymi rękawami, czarne ciasne spodnie i swoje ulubione srebrne trampki. Od jego blond włosów odbijało się światło księżyca. Wyglądał cudownie, jakby wiedział dokładnie co lubię. Postanowiłam do niego podejść i spytać, co robi na plaży o tak późnej porze. Gdy przyspieszyłam kroku, on oddalał się ode mnie. Jego postać zaczęła się rozmazywać, usłyszałam jego głos w uszach, zniekształcony. Poczułam, jakbym upadała, spadała w wielką, czarną dziurę. Poczułam się, jakbym ogłuchła, słyszałam jedynie basy. Świat wokół mnie był czarno-biały, znajdowałam się w jakimś barze. Nagle zobaczyłam mężczyznę w czerwonym garniturze. Jako jedyny był w kolorze, ale miał zamazaną twarz. Kobieta, która koło niego siedziała zaczęła go obejmować i przytulać. Zdusiłam okrzyk, gdy twarz stała się wyrazista uświadomiłam sobie, że to Dom. Nagle mnie zauważył i patrząc na mnie pocałował namiętnie kobietę. W tym momencie oślepłam i poczułam mdłości. Popchnięta przez coś, lub raczej kogoś, upadłam na kolana i zaczęłam się dusić. Resztą sił zaczęłam krzyczeć. Myślałam, że to już koniec…
Otworzyłam oczy i ogłuszył mnie czyiś wrzask. Dopiero po chwili zauważyłam, że to ja sama drę się w niebo głosy. Patrząc na sufit, próbowałam złapać oddech po dziwnym śnie, który równie dobrze mogłabym nazwać koszmarem. Cała spocona, wstałam powoli z łóżka i trzymając się ściany, próbowałam ustać na nogach. Co to było? Może tak wygląda zazdrość? Nie wiem, ale byłam pewna jednego, Dominic wczoraj przesadził. Ja w pewnym sensie też, nie musiałam wybuchać od razu płaczem, ale ten przypływ złości nie dał mi innego wyboru. Zawsze tak reagowałam na zdenerwowanie, czego oczywiście nie lubiłam. Gdy już złapałam równowagę i przestało mi się kręcić w głowie, przeszłam przez mały pokoik i wyszłam na klatkę schodową. Przechodząc obok pokoju Doma, zauważyłam, że są uchylone drzwi. Podeszła na palcach i zajrzałam do środka. Tak jak myślałam, spał zmęczony nocą. Nie, nie mogę o tym myśleć. Wróciłam do pokoju i wziąwszy ubrania, poszłam do łazienki, aby doprowadzić się do stanu używalności. Po porannej toaletce wzięłam portfel i wyszłam na miasto zjeść śniadanie. Wstyd mi było za wczoraj i nie miałam zamiaru spojrzeć Dominicowi w oczy. Znalazłam pierwszą lepszą knajpę. „The Black Eye”, mała restauracyjka z zewnątrz wyglądałam spokojnie i przyjemnie. Weszłam do środka przez czarne, zdobione drzwi. Zamówiłam tosty i colę. Przy barze obok mnie siedziała dziewczyna, czarne włosy, ubrana w granatową bluzkę na ramiączka i krótkie spodenki. Zauważyła, że się na nią patrzę i przysunęła się bliżej.
-Cześć.
-Hej.
Dziewczyna mi się przyjrzała. Była całkowitym przeciwieństwem mnie.
-Jestem Violet.
-Amy. Miło mi. – odpowiedziałam nieco speszona i sięgnęłam po tosta, którego właśnie kelner mi podał.
Poczułam w kieszeni wibracje, dostałam smsa. Na ekranie telefonu widniało „Dominic Howard – nieodebrane połączenie”. Nie miałam zamiaru zawracać sobie tym głowy, więc wróciłam do jedzenia.
-Co robisz tu o tak wczesnej porze. Zawsze tak rano przychodzą tu jedynie pijaki. -  zaśmiała się – Jedynie ja tu zazwyczaj jestem trzeźwa.
Zdziwiona rozejrzałam się po knajpce. Wyglądała normalnie, ale pozory mylą.
Niestety rozmowa nam się nie kleiła, więc gdy tylko zjadłam i wypiłam colę, wzięłam moją torbę i wyszłam z restauracji. Powoli skierowałam się do domu, gdy znów poczułam wibracje.
„Amy, gdzie jesteś? Co się stało? Wracaj do domu! Martwię się!.”
Zaśmiałam się pod nosem, tak, ty na pewno się o mnie martwisz.
Poszłam do pobliskiego supermarketu i kupiłam sobie kilka czekolad i słodkich bułek. Gdy jest mi smutno, wiem, że mi pomaga coś słodkiego.
Gdy tylko dotarłam do domu, nie zdążyłam złapać za klamkę, a drzwi mi się same przed nosem otworzyły. Nie, tuż za nimi stał Dominic, rozczochrany z samymi spodniami na sobie. Oszołomił mnie ten widok, ale od razu wyrzuciłam wszystkie myśli z tym związane. Bez słowa przeszłam koło niego i poszłam do siebie do pokoju. Jak dobrze widziałam, był na mnie zły. Usiadłam na łóżku, wzięłam książkę i kontynuowałam czytanie danej strony.
-Co się z tobą dzieje? – spytał łagodnym głosem, gdy przekroczył linie mojego pokoju. – Co w ciebie wstąpiło, żeby wyjść z domu tak wcześnie bez słowa?
Bo nie mam chęci patrzeć na Ciebie! Jestem zła, wściekła i mi głupio. Mam mętlik w głowie. Jednak nie powiedziałam tego na głos, nie miałam chęci z nim rozmawiać.
-Amy, odezwij się. Co się stało?
Odkręciłam się do niego tyłem i próbowałam skoncentrować się na akapicie. Usłyszałam tylko westchnięcie i ciche trzaśnięcie drzwiami.
Siedziałam tam tak do czwartej, przeczytałam pół książki. Poczułam głód, więc nie zważając na gniew, zeszłam na dół. Dom siedział na kanapie i przeglądał kanały w telewizji. Gdy  zobaczył mnie w kuchni, podniósł się i podszedł do mnie.
-Amy – położył dłoń na moim ramieniu. – O co chodzi? Proszę, powiedz mi.
Gdy trzymał tak tę dłoń, czułam mrowienie na ramieniu. Chciałam jak najszybciej zrzucić ją z siebie, więc musiałam mu cokolwiek powiedzieć.
-Mam zły dzień i tyle. – syknęłam przez zęby, nie patrząc na niego. Wiem, że wtedy bym się poddała.
Złapał mnie za rękę i pociągnął do dużego pokoju, usadził mnie na sofie i usiadł obok mnie. Puściłam odruchowo jego rękę, nie chcąc czuć jego dotyku.
-Teraz spójrz na mnie. – szepnął. – no proszę, spójrz.
Zamknęłam oczy, nie miałam zamiaru wykonywać jego poleceń. Poczułam, jak łapie mnie dłońmi za policzki i podnosi głowę do góry, a przy tym pieczenie oczu. Błagam, tylko nie teraz. Otarł palcem moje łzy, a ja otworzyłam oczy. Czułam się dziwnie speszona.
-Nie płacz, nie ma czego. – powiedział spokojnie, patrząc mi głęboko w oczy. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że taki facet jak on może być tak blisko mnie. – Co zrobiłem źle i czym cię zraniłem?
Jakby czytał mi w myślach o co mi chodzi. Przez tą sytuacje rozpłynęłam się i chciałam mu się wyżalić, choć wiedziałam, że będzie tego później żałować.
-Chodzi mi o wczoraj, zostawiłeś mnie i pojechałeś się przespać z jakąś pindzią. – powiedziałam ze ściśniętym gardłem. – Wiem, że to głupie, ale nie czułam się z tą myślą, że jesteś gdzieś w byle jakim motelu i… - rozpłakałam się i wtuliłam twarz w jego pierś. Pierwszy raz mnie przytulił i ukazał jakiekolwiek uczucie wobec mnie.
-Och, nie wiedziałem, że to ciebie tak ruszy. – zaczął czule głaskać mnie po włosach. – Przepraszam że ciebie uraziłam. Ale jestem już dorosły i poszukuję tej jedynej. Jestem już z Bonnie umówiony, poznasz ją już niedługo i już nigdy nie zostawię Ciebie, okej?
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, nie tego chciałam. Musiałam teraz udawać. Pokiwałam tylko głowom.
Siedziałam tak wtulona w niego z piętnaście minut, straciłam poczucie czasu. Teraz wiedziałam, że zawsze o tym marzyłam, pachniał tak pięknie, aż nie da rady tego opisać słowami. Miałam jedynie nadzieję, że ta chwila nigdy się nie skończy. Zdążyłam tylko o tym pomyśleć, a po domu rozległ się odgłos pukania do drzwi. Dominic lekko oderwał mnie od siebie i poszedł otworzyć. W holu usłyszałam śmiech Matta, co sprawiło, że lekko się uśmiechnęłam.
Wieczór mijał bardzo powoli, siedziałam przy Dominicu z bólem głowy i słuchałam, jakie mają plany na następne koncerty. Matt znów wyparował z pomysłem helikoptera, lecz tym razem Dom i Chris nie skomentowali tego. Wypili trochę wina, oczywiście proponowano mi je, ale odmówiłam, nie lubiłam alkoholu. Niby wszystko wydawało się normalne, ale nadal czułam kłucie zazdrości w sercu.
-W następnym tygodniu jest rozdanie nagród NME - przypomniał Chris.
-Trzeba zorganizować jakąś imprezę, najlepiej u mnie - Mattowi aż oczy świeciły z zachwytu.
Dominic kontem oka spojrzał na mnie.
-A czy mogę zaprosić Bonnie?
Znów ten ból w sercu, ach, gdyby on wiedział, jak mnie to boli.
-A kto to? - zapytali Matt i Chris.
-A taka jedna, dzięki Tomowi ją poznałem. -zaśmiał się do siebie, jakby coś mu się przypomniało. Miałam jednak nadzieję, że nie to o czym myślałam.
Po trzech godzinach ciągłego patrzenia się na uśmiechniętą twarz Dominica zrobiłam się śpiąca i odeszłam od stołu. Z pokoju wzięłam piżamę i przygotowałam się do snu. Usłyszałam kroki za mną, gdy już miałam kłaść się spać.
-Mam nadzieję że już złość ci przeszła – odparł Dominic, siadając obok mnie na łóżku – Obyś nie miała żadnych koszmarów, niech ci się śni cos, co kochasz.
Mam śnić o Tobie?, zapytałam się go w myślach.
-Złość przeszła – skłamałam.
Pogłaskał mnie czule po policzku i skierował się do drzwi.
-Dominic.. – urwałam.
-Tak?
Westchnęłam.
-Dziękuję – uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił to wyszczerzając swoje piękne zęby, tak, jak ja zawsze uwielbiałam.
Gdy wyszedł, przytuliłam się do poduszki. To był długi dzień, pomyślałam. Nagle przypomniał mi się mój koszmar, otworzyłam szeroko oczy. Ale byłam głupia. On już wie, co ja do niego czuję, czego nie chciałam. Wstałam z łóżka i zapaliłam światło. Podeszłam do lustra wiszącego na ścianie przy drzwiach. Przyjrzałam się sobie uważnie. Ubrana byłam w moją ulubioną piżamę, koszulka z nadrukiem Muse i czarne w kratkę krótkie spodenki. Na stopach miałam krótkie skarpetki, od zawsze spałam w skarpetkach. Miałam podkrążone oczy od płaczu, przez co jeszcze bardziej ich zielona barwa kontrastowała z bladą cerą. Miałam związane blond włosy w kucyk, nie lubię, gdy opadają mi na oczy. Na rękach kilka bransoletek. Tak patrząc się w swoje odbicie, znudzona odkręciłam się do łóżka i położyłam się. 
Głupie myśli przelatywały przez moją głowę, dokładniej żałowałam tego, jak się poddałam. Z obrazem mnie przytulonej w Dominica, odpłynęłam na morze snów. 

1. Zła Decyzja

-O nie, nie! -krzyknęłam- Dominic, to nie będzie tutaj stało.
Oczywiście znowu próbował robić porządki w moim pokoju, którego nazywał wielkim barłokiem. Podbiegłam do niego i złapałam moją skarbonkę, wyrywając mu ją z ręki.
Mieszkałam z nim chyba od 2 tygodni. Moja mama znała go, ale nie przyjaźnili się za bardzo. Teraz, gdy mama zdecydowała, że wyjedzie do Japonii, by pomóc ojcu w pracy, zostawiła mnie pod jego opieką, bo nikt inny nie był zainteresowany. Zgodził się od razu, więc mama nie miała innego wyjścia. Dom od razu zorganizował dla mnie pokój, kiedyś był to jego tak jakby gabinet, ale nie był mu potrzebny. Pokoik był mały, ale nie potrzebowałam wielkiego, mimo że Howard miał dość spory dom. Wszędzie panował porządek, a w kafelkach w łazience można było się przejrzeć. Odwrotnością był mój pokój, do którego codziennie gdy spałam, próbował się wedrzeć i cokolwiek posprzątać.
Mieliśmy coś do siebie, znaczy ja do niego bardziej, nie wiem jak on. Ale co mógł 32 letni facet czuć do 17-nasto latki? Zdarzały się takie przypadki. Ciągnęło mnie chyba też do niego ze względu na potrzebę ciepła od drugiej osoby. Nigdy nie miałam nikogo, a Dominic należał do tych, którzy sprawiali, że miałam ciarki na plecach.
- Ale tam będzie lepiej wyglądać - warknął Dom zrezygnowany. - A tam, to twój pokój i to ty będziesz mieszkać w tym barłoku.
Wyparował z pokoju, trzaskając drzwiami.
Usiadłam na łóżku i usłyszałam drżący, niski dźwięk. Dopiero teraz zorientowałam się, że nic nie jadłam od rana, a była już prawie druga po południu. Wstałam i wyszłam z pokoju, powoli, żeby nie przewrócić się na mokrej podłodze. Soboty były najgorsze, bo całe popołudnie sprzątał, a potem zapraszał przyjaciół na wieczorne spotkanie. Mając na myśli spotkanie, chodziło o picie alkoholu w gronie znajomych.
Zbiegłam po krętych, kamiennych schodach i skręciłam w kierunku kuchni, gdzie oczywiście zastałam pana domu.
-Dominic, zrobisz mi śniadanie? - zapytałam.
Odkręcił się do mnie, próbując robić złą minę, ale po chwili zaczął się śmiać i podchodząc do lodówki, zapytał:
-A na co masz chęć?
-Na cokolwiek.
Usiadłam przy barku i patrzyłam na niego, jak grzebie w lodówce.
-Mam nadzieję że to już koniec dzisiejszych porządków? - zaczęłam jeździć palcem po blacie.
Odwrócił się na pięcie i trzymając w dłoniach potrzebne rzeczy do zrobienia kanapek, zamknął łokciem lodówkę.
-Raczej tak, musiałem dobrze wyszorować stół w jadalni, ostatnio Matt ubrudził cały tłustymi palcami od frytek.
Ach, no tak, ślady po tłuszczu są najgorsze, pomyślałam, śmiejąc się na głos.
Po śniadaniu o 2 popołudniu, około trzeciej usłyszałam pukanie do drzwi. Od razu wiedziałam kto to.
-Hej Amy, jest może Dominic? - zapytał Tom, gdy tylko otworzyłam drzwi. Opierał się o framugę.
-To raczej jego dom, gdzie by miał być? - powiedziałam, wpuszczając go do środka. - Co cię sprowadza o tak wczesnej porze?
-Hmm.. - zamyślił się, prawdopodobnie zastanawiał się, czy może mi o czymś powiedzieć. - Mam pewną sprawę do mojego przyjaciela, tylko tyle.
Gdy Tom wszedł do salonu i rozsiadł się na dużej, kremowej sofie, ja pobiegłam na górę do siebie do pokoju poczytać książkę. Czytałam właśnie Ostatnią piosenkę, uwielbiałam ją. Nie zamknęłam jednak drzwi, żeby podsłuchać, jaką to Toma ma sprawę do Dominica.
-Słuchaj stary, musisz mi pomóc - usłyszałam głos Toma z dołu.
Zero odpowiedzi.
-Poznałem wczoraj taką super dziewczynę, jest genialna. Ale ma koleżankę i się chyba ze mną nie spotka, jeżeli ty się z jej koleżanką nie umówisz.
Jakbym dosłownie usłyszała, jak Dominic wyszczerza oczy ze zdziwienia.
-Haha - zaśmiał się ironicznie. - Przykro mi przyjacielu, raczej nie da rady.
Dom często sprowadzał jakieś panienki do swojego pokoju, mówiąc, że musi z nimi pogadać. Jakoś nigdy w to nie wierzyłam, mimo że nie było głośno.
-No weź, człowieku. Ta jej psiapsióła jest taka jak ty lubisz, spodoba Ci się.
Zeszłam po schodach i poszłam do pokoju, w którym panowie rozmawiali. Usiadłam obok Dominica.
-Dobra, wiem że to dla Ciebie ważne - odparł Dominic. - Kiedy gdzie i jak?
-Dziś wieczorem, wpadły by tutaj, co?
Dominic spojrzał na mnie.
-Jakbyś nie zauważył nie mieszkam już sam, więc nie możemy tego w ten sposób zorganizować.
-Zamkniesz ją w pokoju, z resztą jest już na tyle dorosła, żeby zrozumieć pewne sprawy.
-Ale nie zapraszanie panienek na jedną noc.-odwarknął Dominic.
Zaśmiałam się.
-Ej, chłopaki - wtrąciłam się. - Ale mogę przecież iść z koleżanką do kina i u niej nocować, albo do Matta pójdę.
Uwielbiałam te ich inteligentne rozmowy. Już trzeci raz w tym tygodniu Tom przyszedł aby prosić o podobną przysługę. Do tej pory ani razu się nie zgodził, dopiero dziś.
-Właśnie, Dom, no dawaj. - zaczął Tom. - Wyślij ją gdzieś, ona jedynie ci przeszkadza, jest ciężarem. Jak jej nie będzie przez jedną noc, to przynajmniej odpoczniesz od niej i to w miłym towarzystwie.
-Haha.. - już widziałam złość Dominica. - Ona nie jest ciężarem dla twojej wiadomości i przykro mi, nie spotkam się z tymi panienkami. Musisz sobie radzić sam.
Wstałam i poszłam do pokoju, nie chciałam być świadkiem, jak się kłócą. Gdy wchodziłam po schodach, usłyszałam szept Doma:
-I co ja jej teraz powiem? Dziewczyna teraz będzie mnie uważać za kogoś, kto interesuje się takimi spotkaniami. Nie chcę żeby miała o mnie złe zdanie.
-I tobie na tym zależy? - zaśmiał się Tom - Człowieku, oglądaj się za dziewczynami swojego formatu, a nie za małolatami, którym jeszcze pstro w głowie.
Uzmysłowiłam sobie, że nie powinnam podsłuchiwać. Są to rzeczy, o których dowiem się w najbliższym czasie i usłyszę je wprost skierowane do mnie.
Nadszedł wieczór. Oczywiście wpadł do nas Matt i Chris, aby pogadać o różnych sprawach. Pijąc wino, siedzieli w jadalni przy stole. Siedziałam obok Matta i czytałam książkę. Zauważyłam, że nie przeszkadza im moja obecność, więc spokojnie się rozłożyłam na moim kawałku blatu.
-A może poprosimy, aby załatwili nam helikopter i ja z niego wyskoczę, to będzie takie zaskoczenie dla publiczności. - powiedział Matt z zachwytem.
Dom z Chrisem popatrzyli na siebie i cała trójka zaśmiała się. Gdy usłyszałam Matta, sama zaczęłam się śmiać.
-Taaak - powiedzieli chórem Dom i Chris.
-No co, w show bardzo ważne jest zaskoczenie i to miłe zaskoczenie.
-Zostawimy ten pomysł na inne występy - poklepał Dominic po ramieniu Matta.
Dominic na wieczór przygotował spaghetti, oczywiście wszyscy ze smakiem zjedli.
Nagle do drzwi zaczął ktoś się dobijać.
-Ja otworzę - powiedziałam i wstałam od stołu.
Gdy podeszłam do drzwi, pożałowałam, że się tak wyrwałam.
-Zawołaj Dominica - powiedział Tom, który stał oparty o framugę. Słychać było za nim włączony silnik samochód.
-Dom, masz gościa!
Nie musiałam drugi raz krzyczeć.
Dominic wyszedł na dwór i zatrzasnął za sobą drzwi.
Wróciwszy do jadalni, usiadłam przy stole.
-Kto to? - zapytał się Chris.
-Tom, miał sprawę do Dominica. - odparłam.
Nagle do salonu wpadł Dom.
-Słuchajcie, ja wychodzę. Amy - zwrócił się do mnie - proszę, posprzątaj i kładź się grzecznie spać, nie wrócę na noc.
Ze złością podbiegłam do niego.
-Zostawiasz mnie i idziesz z tymi laskami? -zawarczałam- Czy ty już na głowę upadłeś?!
Niestety końcówki nie usłyszał, bo z kurtką w ręku wybiegł na dwór.
Odwróciłam się do gości. Miałam łzy w oczach, nie wiedziałam jak mógł mi coś takiego zrobić?
Nie wierzyłam w to wszystko.
Zauważyłam, jak Matt zaczął zbierać naczynia ze stołu.
-Nie martw się, pomożemy Ci.
Podeszłam i wzięłam rzeczy od Matta, pomogli mi pozmywać.
-Naprawdę? Możemy zostać -odparł Chris.
Po wszystkim ładnie ich poprosiłam, żeby już poszli. Chciałam sama zostać, wypłakać się.
-Nie, dziękuję wam za chęci, ale chciałabym zostać sama.
Gdy ich pożegnałam, pobiegłam na górę, wzięłam piżamę i poszłam się wymyć. Gorąca woda pod prysznicem opadała na mnie, piekły mnie oczy od płaczu.
Położywszy się do łóżka, spojrzałam na zegarek. dziesiąta, a ja sama tkwię w dużym domu. Myślałam że mnie lubi, że nie pozostawi mnie samej. Wiedziałam, że za bardzo mu ufałam. Od tej chwili wszystko się zmieni. Czułam się tak wściekła, że mogłabym się od razu spakować i już nigdy by mnie nie zobaczył. Szczerze to ja już sama nie chciałam go widzieć na oczy.
Po piętnastu minutach, z opuchniętymi oczami, szlochając, zasnęłam.

~*~
Dlaczego piszę to opowiadanie? Szczerze powiedzieć chcę samą siebie podnieść na duchu. Mam nadzieję że wam się podoba mój pomysł. Chłopaki z Muse są trochę młodsi, nie chciałam, żeby była taka wielka różnica wiekowa.
Komentujcie !
Emma.