Szłam plażą, sama. Było ciemno dookoła, jedynie księżyc
rzucał poświatę na wodę. Przed sobą zobaczyłam Dominica, szedł równie powolnym
krokiem. Miał na sobie białą koszulę z zawiniętymi rękawami, czarne ciasne
spodnie i swoje ulubione srebrne trampki. Od jego blond włosów odbijało się
światło księżyca. Wyglądał cudownie, jakby wiedział dokładnie co lubię.
Postanowiłam do niego podejść i spytać, co robi na plaży o tak późnej porze.
Gdy przyspieszyłam kroku, on oddalał się ode mnie. Jego postać zaczęła się
rozmazywać, usłyszałam jego głos w uszach, zniekształcony. Poczułam, jakbym
upadała, spadała w wielką, czarną dziurę. Poczułam się, jakbym ogłuchła,
słyszałam jedynie basy. Świat wokół
mnie był czarno-biały, znajdowałam się w jakimś barze. Nagle zobaczyłam
mężczyznę w czerwonym garniturze. Jako jedyny był w kolorze, ale miał zamazaną
twarz. Kobieta, która koło niego siedziała zaczęła go obejmować i przytulać.
Zdusiłam okrzyk, gdy twarz stała się wyrazista uświadomiłam sobie, że to Dom.
Nagle mnie zauważył i patrząc na mnie pocałował namiętnie kobietę. W tym
momencie oślepłam i poczułam mdłości. Popchnięta przez coś, lub raczej kogoś,
upadłam na kolana i zaczęłam się dusić. Resztą sił zaczęłam krzyczeć. Myślałam,
że to już koniec…
Otworzyłam oczy i ogłuszył mnie czyiś wrzask. Dopiero po
chwili zauważyłam, że to ja sama drę się w niebo głosy. Patrząc na sufit, próbowałam
złapać oddech po dziwnym śnie, który równie dobrze mogłabym nazwać koszmarem.
Cała spocona, wstałam powoli z łóżka i trzymając się ściany, próbowałam ustać
na nogach. Co to było? Może tak wygląda zazdrość? Nie wiem, ale byłam pewna
jednego, Dominic wczoraj przesadził. Ja w pewnym sensie też, nie musiałam
wybuchać od razu płaczem, ale ten przypływ złości nie dał mi innego wyboru.
Zawsze tak reagowałam na zdenerwowanie, czego oczywiście nie lubiłam. Gdy już
złapałam równowagę i przestało mi się kręcić w głowie, przeszłam przez mały
pokoik i wyszłam na klatkę schodową. Przechodząc obok pokoju Doma, zauważyłam,
że są uchylone drzwi. Podeszła na palcach i zajrzałam do środka. Tak jak
myślałam, spał zmęczony nocą. Nie, nie mogę o tym myśleć. Wróciłam do pokoju i
wziąwszy ubrania, poszłam do łazienki, aby doprowadzić się do stanu
używalności. Po porannej toaletce wzięłam portfel i wyszłam na miasto zjeść
śniadanie. Wstyd mi było za wczoraj i nie miałam zamiaru spojrzeć Dominicowi w
oczy. Znalazłam pierwszą lepszą knajpę. „The Black Eye”, mała restauracyjka z
zewnątrz wyglądałam spokojnie i przyjemnie. Weszłam do środka przez czarne,
zdobione drzwi. Zamówiłam tosty i colę. Przy barze obok mnie siedziała
dziewczyna, czarne włosy, ubrana w granatową bluzkę na ramiączka i krótkie
spodenki. Zauważyła, że się na nią patrzę i przysunęła się bliżej.
-Cześć.
-Hej.
Dziewczyna mi się przyjrzała. Była całkowitym przeciwieństwem
mnie.
-Jestem Violet.
-Amy. Miło mi. – odpowiedziałam nieco speszona i sięgnęłam
po tosta, którego właśnie kelner mi podał.
Poczułam w kieszeni wibracje, dostałam smsa. Na ekranie
telefonu widniało „Dominic Howard – nieodebrane połączenie”. Nie miałam zamiaru
zawracać sobie tym głowy, więc wróciłam do jedzenia.
-Co robisz tu o tak wczesnej porze. Zawsze tak rano
przychodzą tu jedynie pijaki. - zaśmiała
się – Jedynie ja tu zazwyczaj jestem trzeźwa.
Zdziwiona rozejrzałam się po knajpce. Wyglądała normalnie,
ale pozory mylą.
Niestety rozmowa nam się nie kleiła, więc gdy tylko zjadłam
i wypiłam colę, wzięłam moją torbę i wyszłam z restauracji. Powoli skierowałam
się do domu, gdy znów poczułam wibracje.
„Amy, gdzie jesteś? Co się stało? Wracaj do domu! Martwię
się!.”
Zaśmiałam się pod nosem, tak, ty na pewno się o mnie
martwisz.
Poszłam do pobliskiego supermarketu i kupiłam sobie kilka czekolad i słodkich bułek. Gdy jest mi smutno, wiem, że mi pomaga coś słodkiego.
Gdy tylko dotarłam do domu, nie zdążyłam złapać za klamkę, a
drzwi mi się same przed nosem otworzyły. Nie, tuż za nimi stał Dominic,
rozczochrany z samymi spodniami na sobie. Oszołomił mnie ten widok, ale od razu
wyrzuciłam wszystkie myśli z tym związane. Bez słowa przeszłam koło niego i
poszłam do siebie do pokoju. Jak dobrze widziałam, był na mnie zły. Usiadłam na
łóżku, wzięłam książkę i kontynuowałam czytanie danej strony.
-Co się z tobą dzieje? – spytał łagodnym głosem, gdy
przekroczył linie mojego pokoju. – Co w ciebie wstąpiło, żeby wyjść z domu tak
wcześnie bez słowa?
Bo nie mam chęci patrzeć na Ciebie! Jestem zła, wściekła i
mi głupio. Mam mętlik w głowie. Jednak nie powiedziałam tego na głos, nie miałam
chęci z nim rozmawiać.
-Amy, odezwij się. Co się stało?
Odkręciłam się do niego tyłem i próbowałam skoncentrować się
na akapicie. Usłyszałam tylko westchnięcie i ciche trzaśnięcie drzwiami.
Siedziałam tam tak do czwartej, przeczytałam pół książki.
Poczułam głód, więc nie zważając na gniew, zeszłam na dół. Dom siedział na
kanapie i przeglądał kanały w telewizji. Gdy
zobaczył mnie w kuchni, podniósł się i podszedł do mnie.
-Amy – położył dłoń na moim ramieniu. – O co chodzi? Proszę,
powiedz mi.
Gdy trzymał tak tę dłoń, czułam mrowienie na ramieniu.
Chciałam jak najszybciej zrzucić ją z siebie, więc musiałam mu cokolwiek
powiedzieć.
-Mam zły dzień i tyle. – syknęłam przez zęby, nie patrząc na
niego. Wiem, że wtedy bym się poddała.
Złapał mnie za rękę i pociągnął do dużego pokoju, usadził
mnie na sofie i usiadł obok mnie. Puściłam odruchowo jego rękę, nie chcąc czuć
jego dotyku.
-Teraz spójrz na mnie. – szepnął. – no proszę, spójrz.
Zamknęłam oczy, nie miałam zamiaru wykonywać jego poleceń.
Poczułam, jak łapie mnie dłońmi za policzki i podnosi głowę do góry, a przy tym
pieczenie oczu. Błagam, tylko nie teraz. Otarł palcem moje łzy, a ja otworzyłam
oczy. Czułam się dziwnie speszona.
-Nie płacz, nie ma czego. – powiedział spokojnie, patrząc mi
głęboko w oczy. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że taki facet jak on może być tak
blisko mnie. – Co zrobiłem źle i czym cię zraniłem?
Jakby czytał mi w myślach o co mi chodzi. Przez tą sytuacje
rozpłynęłam się i chciałam mu się wyżalić, choć wiedziałam, że będzie tego
później żałować.
-Chodzi mi o wczoraj, zostawiłeś mnie i pojechałeś się
przespać z jakąś pindzią. – powiedziałam ze ściśniętym gardłem. – Wiem, że to
głupie, ale nie czułam się z tą myślą, że jesteś gdzieś w byle jakim motelu i…
- rozpłakałam się i wtuliłam twarz w jego pierś. Pierwszy raz mnie przytulił i
ukazał jakiekolwiek uczucie wobec mnie.
-Och, nie wiedziałem, że to ciebie tak ruszy. – zaczął czule
głaskać mnie po włosach. – Przepraszam że ciebie uraziłam. Ale jestem już
dorosły i poszukuję tej jedynej. Jestem już z Bonnie umówiony, poznasz ją już
niedługo i już nigdy nie zostawię Ciebie, okej?
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, nie tego chciałam.
Musiałam teraz udawać. Pokiwałam tylko głowom.
Siedziałam tak wtulona w niego z piętnaście minut, straciłam
poczucie czasu. Teraz wiedziałam, że zawsze o tym marzyłam, pachniał tak
pięknie, aż nie da rady tego opisać słowami. Miałam jedynie nadzieję, że ta
chwila nigdy się nie skończy. Zdążyłam tylko o tym pomyśleć, a po domu rozległ
się odgłos pukania do drzwi. Dominic lekko oderwał mnie od siebie i poszedł
otworzyć. W holu usłyszałam śmiech Matta, co sprawiło, że lekko się
uśmiechnęłam.
Wieczór mijał bardzo powoli, siedziałam przy Dominicu z
bólem głowy i słuchałam, jakie mają plany na następne koncerty. Matt znów wyparował z pomysłem helikoptera, lecz tym razem Dom i Chris nie skomentowali tego. Wypili trochę wina, oczywiście proponowano mi je, ale odmówiłam, nie lubiłam alkoholu. Niby wszystko wydawało się normalne, ale nadal czułam kłucie zazdrości w sercu.
-W następnym tygodniu jest rozdanie nagród NME - przypomniał Chris.
-Trzeba zorganizować jakąś imprezę, najlepiej u mnie - Mattowi aż oczy świeciły z zachwytu.
Dominic kontem oka spojrzał na mnie.
-A czy mogę zaprosić Bonnie?
Znów ten ból w sercu, ach, gdyby on wiedział, jak mnie to boli.
-A kto to? - zapytali Matt i Chris.
-A taka jedna, dzięki Tomowi ją poznałem. -zaśmiał się do siebie, jakby coś mu się przypomniało. Miałam jednak nadzieję, że nie to o czym myślałam.
Po trzech
godzinach ciągłego patrzenia się na uśmiechniętą twarz Dominica zrobiłam się
śpiąca i odeszłam od stołu. Z pokoju wzięłam piżamę i przygotowałam się do snu. Usłyszałam kroki za mną, gdy już miałam kłaść się
spać.
-Mam nadzieję że już złość ci przeszła – odparł Dominic,
siadając obok mnie na łóżku – Obyś nie miała żadnych koszmarów, niech ci się
śni cos, co kochasz.
Mam śnić o Tobie?, zapytałam się go w myślach.
-Złość przeszła – skłamałam.
Pogłaskał mnie czule po policzku i skierował się do drzwi.
-Dominic.. – urwałam.
-Tak?
Westchnęłam.
-Dziękuję – uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił to
wyszczerzając swoje piękne zęby, tak, jak ja zawsze uwielbiałam.
Gdy wyszedł, przytuliłam się do poduszki. To był długi
dzień, pomyślałam. Nagle przypomniał mi się mój koszmar, otworzyłam szeroko
oczy. Ale byłam głupia. On już wie, co ja do niego czuję, czego nie chciałam. Wstałam z łóżka i zapaliłam światło. Podeszłam do lustra wiszącego na ścianie przy drzwiach. Przyjrzałam się sobie uważnie. Ubrana byłam w moją ulubioną piżamę, koszulka z nadrukiem Muse i czarne w kratkę krótkie spodenki. Na stopach miałam krótkie skarpetki, od zawsze spałam w skarpetkach. Miałam podkrążone oczy od płaczu, przez co jeszcze bardziej ich zielona barwa kontrastowała z bladą cerą. Miałam związane blond włosy w kucyk, nie lubię, gdy opadają mi na oczy. Na rękach kilka bransoletek. Tak patrząc się w swoje odbicie, znudzona odkręciłam się do łóżka i położyłam się.
Głupie myśli przelatywały przez moją głowę, dokładniej żałowałam tego, jak się poddałam. Z obrazem mnie przytulonej w Dominica, odpłynęłam na morze snów.
to opowiadanie jest świetne ;) twoja twórczość jest zniewalająca :3
OdpowiedzUsuńtylko dwa słowa - kocham to.
OdpowiedzUsuńJak wiesz, nie jestem wielką fanką Muse, jednak opowiadanie wzięło górę i teraz przesłuchuję piosenki xD . Pomysł bardzo ciekawy, lekko się czyta ;p Czekam na nexta, siostrzyczko <3
Sweet innocence
Genialne!!! No po prostu ja chcę więcej :) Już się nie mogę doczekać dalszych części :) Kocham Twoje Opowiadania, sama świetnie wiesz jak bardzo :)
OdpowiedzUsuńMusisz mieć 5 z opowiadań z Polaka xD. Opowiadanie ekstra! ;P
OdpowiedzUsuńno, jakoś dotrwałam |D nie lubię romansów, zwłaszcza tych rzewnych i nieszczęśliwych, no ale, przeczytałam. XD
OdpowiedzUsuńFajnie, fajnie. Jestem ciekawa tego spotkania Bonnie - Amy. :3
OdpowiedzUsuńNo i widzę, że masz coraz więcej komentarzy - oby tak dalej. c:
personal destruction.