-W tym to mnie by chyba na Marsie przyjęli, co? –parsknął Matt,
gapiąc się w swoje odbicie w lustrze. Miał na sobie kombinezon w zielonym,
neonowym kolorze, a na głowie czarny kowbojski kapelusz. Chodząc w kółko i
wymachując rękami udawał, że śpiewa.
Siedzieliśmy w piątkę w przebieralni w Centrum Handlowym.
Poszukiwaliśmy kreacji dla Dominica, Matta i Chrisa na rozdanie nagród NME.
Impreza miała odbyć się już niedługo, co nas bardzo cieszyło, ale zarazem
trzymało w napięciu. Tom siedział obok mnie, trzymając w ręku aparat i co
chwilę uwieczniał każdy ruch Matta. Oczywiście mieliśmy dobrą zabawę, Dominic
ubrał różowy garnitur, a Chris bluzkę w serek i spodnie z motywem hawajskim.
Wyglądali bardzo zabawnie, więc nie mogłam zdusić śmiechu, zwłaszcza gdy Matt robił
dziwne miny.
-Dawajcie, teraz wszyscy razem stańcie obok siebie. –
powiedział Tom, popychając mnie z miejsca, abym stanęła obok reszty. Mnie
niestety też przbrali. Miałam na sobie granatową sukienkę w różowe groszki, a
na głowie opaskę z uszami Myszki Miki, które Tom kupił w sklepie dziecięcym
zanim tu dotarliśmy.
-Oczywiście ładnie się uśmiechamy – Dominic objął mnie w
pasie i ukazał swoje zęby. Speszona jego dotykiem, spojrzałam w obiektyw. Lekko
oślepiona błyskiem flesza, zdjęłam opaskę z głowy i wróciłam na miejsce obok
Toma.
-Dobra, zdejmuję ten strój, zajmijmy się wreszcie sprawą na
poważnie – powiedział Chris, kierując się do swojej przebieralni. – Wam też
radzę to zrobić.
Wstałam i poszłam do damskiej części sklepu. Gdy zdjęłam
sukienkę, odwiesiłam ją na wieszak. Wróciwszy do reszty, oddałam Tomowi uszy.
-Amy! - zawołał Chris – Musisz coś zobaczyć.
Chris razem z Mattem i Domem stał przy damskich ubraniach z
nowej kolekcji. Zauważyłam, że w ręku trzymał jakiś materiał. Dopiero po chwili
uświadomiłam sobie, że to sukienka.
-Chris znalazł coś dla ciebie – oznajmił Dominic –
Zobaczysz, będzie idealnie pasować.
-Ale mieliście się sobą zająć, a poza tym – odkręciłam głowę
do tyłu, aby spojrzeć na Toma wpatrzonego w ekran aparatu. – nie idę na rozdanie nagród. Nie jestem
zaproszona.
Poza tym nie lubię
sukienek.
Dobrze jednak wiedziałam, że i tak nie mam szans. Matt wziął
sukienkę i biorąc mnie za ramię, pociągnął do przymierzalni. Powiesił kreację
na wieszaku i wyszedł, abym mogła ją ubrać. Stanął tuż za drzwiczkami.
-Nie zwracaj uwagi na to, co Tom o tobie mówi – odparł.
- Wydaje mu się, że pomaga Dominicowi.
-Spoko. – odpowiedziałam ponuro.
Nie miałam chęci o tym rozmawiać, a z resztą, co mógł Matt o
tym wiedzieć? Raczej nic, choć to on chyba z przyjaciół Doma najbardziej mnie
akceptował, może nawet lubił. Zdjąwszy z
wieszaka sukienkę, założyłam ją na siebie. Mimo, że byłam bardziej miłośniczką
spodni i t-shirtów, ta przypadła mi do gustu. Czarna do kolan, z dołem bombką,
na główny materiał miała naszytą koronkę. Z tyłu do połowy pleców była
zapinana na suwak błyskawiczny, ale następna połowa była wiązana wstążką,
odkrywała łopatki. Gdy skończyłam wiązać, nie patrząc w lustro, wyszłam z
przymierzalni. Tam czekali już na mnie. Oczywiście, tak jak się spodziewałam,
zaczęli wzdychać z zachwytu.
-Wiedziałem, że będziesz wyglądać pięknie. – Dominic podszedł
do mnie i obróciwszy mnie, dotknął palcami kokardkę, którą właśnie zawiązałam. Stałam
tak wpatrzona w ścianę, próbując całkowicie nie myśleć o cieple na moich
plecach.
Nagle z oddali usłyszałam, jak ktoś go woła.
-Kochanie, tu jesteś. – odparła kobieta, która podeszła do
Doma. Wszyscy patrzyli na nią ze zdziwieniem. – Super ta galeria, ale trochę za
duża, połapać się nie mogłam. – pocałowała Dominica policzek. – Cześć Tom.
Kobieta ubrana była w prostą kremową sukienkę sięgającą
ponad kolana. W ręku trzymała złotą torebkę. Była niska, mimo szpilek na bardzo
wysokim obcasie. Miała całkiem dużo
makijażu na twarzy, przez co na policzku Doma odznaczyła swoje usta.
-Ach, to jest Bonnie – Howard wskazał na kobietę, która
chichocząc pomachała do nas. – Bonnie, to są wszyscy.
Nie tak sobie ją wyobrażałam. Z resztą czego innego mogłam
się spodziewać po dziewczynie na jedną
noc, która niestety została na dłużej. Bonnie odeszła od nas i poszła
przeglądać sukienki, jakby całkowicie nie interesowało jej nasze towarzystwo.
Wróciłam do przebieralni, aby przebrać się w moje ubrania. Oddałam sukienkę
Mattowi, który poszedł za nią zapłacić. Na początku nie zgodziłam się na jej
kupno, ale niestety uparli się, więc musiałam odstąpić, bo nie dali by mi
spokoju. Dopiero po chwili ujrzałam nieprawidłowość.
Czemu to Matt kupuje mi sukienkę? Czy to nie Dominic powinien za nią zapłacić?
Jednak on był zajęty swoją dziewczyną, trzymał w ręku już kilka krótkich sukienek, które wybrała sobie jego luba.
Czyli ona jest najważniejsza?
Widocznie Mattew też doszedł do tego wniosku.
Czemu to Matt kupuje mi sukienkę? Czy to nie Dominic powinien za nią zapłacić?
Jednak on był zajęty swoją dziewczyną, trzymał w ręku już kilka krótkich sukienek, które wybrała sobie jego luba.
Czyli ona jest najważniejsza?
Widocznie Mattew też doszedł do tego wniosku.
Kiedy wróciliśmy do domu, pobiegłam do pokoju, aby powiesić
sukienkę na wieszaku. Nie mogłam pozwolić, aby się pogniotła, kosztowała trochę
i musiałam docenić hojność Bellamy’ego.
Wszyscy razem siedzieliśmy w salonie do późnego wieczora.
Tom pożyczył laptopa Dominica i podłączając do niego swój aparat, pokazał nam
zdjęcia, jakie zdołał zrobić przez ostatnie cztery dni. Zauważyłam że każde
było na swój sposób dobre. O dziwo nie było żadnych ruszonych czy ciemnych zdjęć, ale możliwe, że każde nieudane od
razu usuwał. Zostałam poczęstowana świeżo zrobionym, przez żonę Chrisa, ciastem
kokosowym i mrożonym sokiem pomarańczowym. Oczywiście reszta towarzystwa piła
alkohol. Siedziałam tuż obok Matta i gdy tylko on zaczynał się śmiać, sama nie
mogłam się powstrzymać. Na drugiej kanapie siedział Dominic z wtuloną w niego
Bonnie. Jako jedynej nie bawiły zabawne ujęcia, była zajęta przeglądaniem
czegoś w telefonie swojego chłopaka. Patrzyłam się na nią kątem oka. Nie mogłam
zrozumieć, jak ktoś taki mógł stać się kimś ważnym dla Doma.
-Patrz kochanie – odezwała się nagle – O takim naszyjniku
myślałam. Piękny, złoto, bardzo cenne.
Zauważyłam, jak Matt pokręcił głową. On chyba też wiedział o
co jej chodzi. Najpierw się w niej zauroczył, a teraz będzie w stanie kupić jej
to, co będzie chciała.
-Złoto i pieniądze to nie wszystko – powiedziałam, wstając z
miejsca i odeszłam od wszystkich.
Nie usłyszałam odpowiedzi, może i dobrze, bo bym raczej się
wróciła i wygarnęła jej to, co myślę. Nie zrobiłam jednak tego, wiedziałam, że
ona była ważna dla mojego przyjaciela, tak jak on był ważny dla mnie.
***
Obudziłam się rano, było duszno. Gdy się ubrałam i umyłam,
zeszłam na dół do kuchni, aby poprosić Doma o śniadanie. Nagle przystałam w rogu
jadalni, zadziwiona i zniesmaczona widokiem, jaki zastałam. Mój współlokator
siedział ze swoją dziewczyną przy stole i popijają wino jedli śniadanie. Nie
byłam zachwycona tym, co zauważyłam. Bonnie miała na sobie koronkową piżamę, że
się nie wstydziła chodzić w czymś takim po domu. Widocznie wczoraj na tyle się
upiła, że została na noc i na tyle mocno spałam, że nic nie słyszałam w nocy.
Od razu wymazałam sobie sprzed oczu pewne sceny.
-Amy, zrób sobie śniadanie. – odezwał się do mnie Dominic,
gdy zauważył mnie stojącą na skraju pokoju. – Wychodzę z Bonnie do centrum,
muszę również jej znaleźć kreację na imprezę NME. Nie zostawiam cię samej, Matt
przyjedzie do ciebie za jakieś pół godziny i zabierze cię dokądś.
Nie byłam za bardzo zachwycona tą wiadomością, więc żeby nie
ukazywać mu swojego zdenerwowania, poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie tosty,
nalałam resztkę mrożonego soku pomarańczowego. Usiadłam na barku i zjadłam
śniadanie w spokoju. Oczywiście gdy skończyłam, usłyszałam słowa Dominica „Już
wychodzimy, będę wieczorem” i zamykanie drzwi na klucz. Po jakiś dwudziestu
minutach samotności, usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jednak zajął się tą pindzią, co? – zapytał Matt na
powitanie. – To co dziś robimy? Musisz się odprężyć, przechodzisz wiele
trudnych chwil.
Nie zrozumiałam przesłania jego wypowiedzi. Byłam jeszcze w
piżamie, więc zostawiając go na dole oglądającego telewizję, pobiegłam na górę,
aby się przebrać. Gdy już ubrana, miałam wyjść z pokoju, usłyszałam dźwięk
wiadomości.
„Cześć Amy, tęskniłem za tobą. Jak tam po przeprowadzce, jak
się czujesz? Jestem w okolicy, może się dziś spotkamy? W następnym tygodniu
niestety wracam do Francji, więc mamy mało czasu. Wpadliśmy z mamą odwiedzić
babcię w Teingmouth, więc przy okazji pomyślałem też o tobie. Odezwij się.”
Westchnęłam do telefonu. Tak dawno nie widziałam Jamesa,
ostatnio przed jego wyjazdem do Paryża. Pojechał tam ze względu na pracę mamy,
z którą mieszkał. Nie utrzymywał kontaktów ze swoim tatą. Nie wiedziałam co
teraz zrobić, mój przyjaciel był w mieście, a ja byłam umówiona z Mattem, że
gdzieś się razem wybierzemy. Musiałam mu opowiedzieć o wszystkim.
Znalazłam go oglądającego animal planet. Usiadłam obok niego
i spojrzałam na koale, które właśnie pokazywali.
-Matt, chyba pozmieniały się plany.
Oderwał wzrok od ekranu.
-Słucham, co się stało?
-Hmm – nie wiedziałam od czego zacząć. – Widzisz, mój
przyjaciel przyjechał dziś do Tengmouth i właśnie dostałam od niego Smsa, że
chciałby się spotkać. Niestety zostanie tylko do końca tygodnia, potem znów
wraca do Francji.
Matthew pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Okej, czyli razem z twoim przyjacielem jedziemy do
restauracji, tak? – podzielił się ze mną swoim pomysłem. O dziwo był to całkiem
dobry pomysł.
Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam odpowiedni numer.
-Halo? –
usłyszałam głos Jamesa w słuchawce.
-Hej James, dostałam twojego Smsa i tak, mam chęć się dziś
spotkać – odpowiedziałam mu na jeszcze nie zadane pytanie. – Tylko mamy mały
problem.
-No słucham cię.
Podrapałam się po policzku, myśląc, jak mu to wszystko powiedzieć.
-Więc, Dominic dziś wyszedł na cały dzień i Matt przyjechał,
aby się mną zająć – zaczęłam. – No więc czy może miałbyś chęć pojechać gdzieś z
nami?
Miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Matt Bellamy? –
usłyszałam zdziwienie w jego głosie. – No
nie wiem, czy mogę wam przeszkadzać. – westchnął. – Okej, ale podjedziesz do mnie do babci?
-Jasne, pamiętam gdzie to jest. Będziemy za piętnaście minut,
do zobaczenia.
-No pa – po tych
słowach odłączył się.
Wsiedliśmy do samochodu i przejechaliśmy na drugą stronę
miasteczka. Nie daleko od samego centrum stał dom babci Jamesa.
-To tutaj – powiedziałam, gdy przejeżdżaliśmy obok błękitnego
domu.
Wyszłam z samochodu i podeszłam do małej furteczki. Drzwi
domku się otworzyły i wyjrzała pani Elvis. Wyglądała tak samo, jak wyglądała
przed rokiem. Jej rude włosy były spięte w kok, a jej usta lśniły czerwienią od
szminki. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się uprzejmie i wyszła na dwór.
- Amy, jak miło cię widzieć. – powiedziała do mnie mama
Jamesa ciepłym głosem. – Musisz chwilkę poczekać na Jamesa, musi skończyć jeść
zupę.
- Dobrze, poczekam – uśmiechnęłam się do niej.
Podeszła i otworzyła mi małym kluczykiem furtkę.
-Nic się nie zmieniłaś, jedynie urosły ci włosy – zauważyła i
spojrzała na samochód. – Jak się spisuje Dominic?
Miałam nadzieję, że nie zapyta o to.
A no super się sprawuje, łazi ze swoją panienką po sklepach i kupuje jej wszystko, czego zechce. Jest taki wspaniały, zawsze o mnie pamięta i nie widzi tego, co ja czuję.
A no super się sprawuje, łazi ze swoją panienką po sklepach i kupuje jej wszystko, czego zechce. Jest taki wspaniały, zawsze o mnie pamięta i nie widzi tego, co ja czuję.
- Jest w porządku – odparłam. – Dziś akurat spędzam czas z
Mattem Bellamy’m.
Pani Elvis bardzo lubiła Muse, a najbardziej Matta.
Odkręciłam się do samochodu i kiwnęłam do niego głową. Wyszedł i uśmiechnął
się.
-Witam, miło mi panią poznać, pani Elvis. – odezwał się miło
ściskając jej dłoń.
Gdy James wyszedł, przytuli mnie mocno. On też się prawie
nie zmienił. Nadal miał krótkie rude włosy i ciemne oczy. Na policzkach
widniały mu piegi i uśmiechał się wystawiając swoje idealnie równe i białe
zęby.
Pojechaliśmy w trójkę do restauracji na skraju miasta. W
środku było bardzo czysto, może nie tak jak w domu Dominica. Zajęliśmy miejsce
przy jednym ze stolików i wybraliśmy dania. Wzięłam spaghetti i sok
pomarańczowy. Gdy kelner do nas podszedł złożyliśmy zamówienie i spokojnie
czekaliśmy.
-Jak ci się mieszka w nowym domu? – zapytał mnie James.
Dziwnie się czułam z nim w towarzystwie Matta, nie mogłam być do końca szczera,
mimo że tak wiele chciałam mu powiedzieć.
-Em.. Jest okej. Znaczy przeszkadzają mi niektóre rzeczy,
ale poza tym jest bardzo miło. – odparłam.
-Zwłaszcza Bonnie – dodał Matt. Spojrzałam na niego
pytająco, musiał to powiedzieć?
-Kto to Bonnie? – zapytał mój przyjaciel z ciekawością.
Poległam.
-To jest dziewczyna Dominica – odpowiedziałam z niechęcią w
głosie. – Jest…
-…okropna, wykorzystuje go i sprawia, że Dom całkowicie
zapomina o Amy. – dokończył Matt.
Zobaczyłam troskę w oczach Jamesa. On wiedział co czuję do
Dominica, wiele razy o tym rozmawialiśmy. Wiedziałam, że nie zostawi mnie z tym
samej.
-Przykro mi Amy, wiem, jak musi cię to boleć. – odparł mój
przyjaciel. – Słuchaj, co powiesz na to, że bym po jutrze do ciebie wpadł?
Wiesz, pogadamy o tym i o innym. Co ty na to?
-Jasne, to dobry pomysł.
Kelner przyniósł nam jedzenie, zjedliśmy ze smakiem. Było
naprawdę dobre, ale i tak wolałam kuchnię Dominica. Gdy Matt zapłacił,
wyszliśmy i pojechaliśmy do jego domu. Miał xboxa i zaproponował nam grę.
Siedzieliśmy tak do samego wieczora, wiedziałam, że to był miło spędzony dzień,
bałam się jedynie powroty Doma do domu.
Tekst nie taki strasznie długi, jak mówiłaś, ale było co czytać - widzę, że masz wenę. :3
OdpowiedzUsuńWedług mnie z każdym rozdziałem piszesz coraz lepiej. c:
personal destruction.
świetne, każdy rozdział jest coraz bardziej ciekawszy ;)
OdpowiedzUsuńświetny blog oraz opowiadania. :)
OdpowiedzUsuńNom naprawde robi się ciekawie z każdym kolejnym rozdziałem :) Pisz kochana dalej :) Jestem ciekawa tego co wymyślisz dalej :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że poprawiłaś swój styl. To miłe. Rezygnujesz też z mowy potocznej w warstwie narracyjnej. Fragment z "kawałek materiału okazał się sukienką" był tzw. "oczywistą oczywistością" aczkolwiek... w sumie mogła być to apaszka. Był to chyba jedyny zgrzyt. ( zaraz poleci flame, że przyczepiam się ). Reszta uległa poprawie. Co do fabuły... przydałaby się jakaś dramatyczna scena... ale to tylko moje odczucie. ( wiem, że nie pasuje tu wielka strzelanina ;) ale coś... co da dreszczyk). Czekam na dalszy epizod.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Dictator.
Cieszę się, że udało mi się poprawić. Nie jestem w tym dobra, jak chyba zauważyłeś. Ach i dziękuję podrzucenie pomysłu, na pewno to wykorzystam. Jednak dziwi mnie, że czytasz tę opowieść. Dlaczego się nią zainteresowałeś?
UsuńJak widzisz mniej zajmuje mnie cześć fabularna bardziej forma i warsztat. Lubię patrzeć jak ludzie się doskonalą. A Ty starasz się to robić. Dodatkowo miłym zaskoczeniem było dojrzałe odebranie krytyki i rozróżnienie "hejtowania" od chęci pomocy i wyrażenia swojego zdania - to rzadkość wśród młodych ludzi. Dlatego pewnie postanowiłem czytać twoją pracę dalej, z szacunku dla autorki i chęci obserwacji jak zmienia się i pracuje nad sobą.
UsuńCzytanie Twoich wpisów nie trwa w końcu wieki a komentarz dodaje się w czasie ok. 4 minut. Więc nie jest to wielkie poświęcenie :).
Ktoś wypowiedział się tu o zmianie długości wpisów. Nie pisz krócej... to nie mają być sms'y tylko małe rozdziały.
Ps. Nie zmuszaj swoich bohaterów do picia wina przed 12.00 ;)
Pozdrawiam Dictator
Hmm.. Na początku się zmartwiłam twoją oceną. Ale potem gdy przeczytałam jeszcze kilka razy, dotarło do mnie że nie robisz tego poprzez złośliwość. A co do picia, czemu nie? Wino jest bardzo dobre :) Zależy od gustu.. :)
UsuńPozdrawiam, Autorka
Nie chodzi mi o sam trunek. Wino jak dobrze wiadomo to wspaniały napój, który buduje romantyczną atmosferę - jeśli nie spożyjemy go za dużo (o co pewnie Ci chodziło... chciałaś zaznaczyć, że Dominic się stara... czaruje swoją towarzyszkę i to miało zranić bohaterkę). Źle mi się skojarzyła pora. Kultura nakazuje nie pić przed 12.00... hmm chyba, że nie spali całą noc... ;) to tylko dygresja. Nie związana z warsztatem pisarskim. Drobne fopaux.
UsuńPozdrawiam ciepło Dictator.
haha, świetne ;) Wyobrażałam sobie inaczej spotkanie Bonnie=Amy. Widziałam ją w bieliźnie i cąłującą się z Howardem w salonie, a pod pachą posiadała poduszkę xd Taa... moja chora wyobraźnia.
OdpowiedzUsuńSweet Innocence
Pisz, trochę krótsze, gdyż zniechęca czytelnika tyle tekstu, ale cała fabuła jest bardzo fajna. Podoba mi się ten tekst oznaczający ,,myśli Amy" napisane kursywą. C:
OdpowiedzUsuńMi jakoś nie przypadło to opowiadanie do gustu... Znam zespół i nie sadze, żeby używanie ich imion i nazwisk było dobrym pomysłem. Bez obrazy, ale poczułem się skonsternowany widząc imiona członków zespołu. Znając autorkę wiem, że jest to ulotna fascynacja kapelą, a nie trwałe oddanie konkretnej muzyce. Muse może i jest dobrym zespołem, ale po co od razu publikować o nich opowiadania? Autorka za chwilę zajmie się innym blogiem o innym zespole i skończą się krótkie historyjki opisujące marzenia twórcy.Podsumowując opowiadanie jest słabe, chociaż mi również podoba się oznaczenie myśli bohaterki kursywą ;)
OdpowiedzUsuń